Popęd seksualny człowieka

Rozmnażanie u człowieka

Nie ma okresów rui. Człowiek przez całe swe życie jest zdolny do współżycia seksualnego. Na różne bodźce czy na widok osob­nika innej płci, czy opowiadanie o treści erotycznej zawsze może reagować napięciem seksualnym. Nigdy nie następuje u niego aż taka koncentracja zainteresowania sprawami płci, aby nie mógł zajmować się innymi sprawami. Zakochany może stracić apetyt, nie przestanie jednak jeść. U człowieka popęd seksualny wiąże się z miłością. Człowiek podobnie jak zwierzęta ulega fascynacji osobnika płci prze­ciwnej, ale ta fascynacja dotyczy tylko jednej osoby. Człowiek tak jak głuszec jest w stanie „tokować" prawie że., choć ma to zupełnie inny przebieg i wygląd. Człowiek chce być dostrze­żony, stara się zwrócić na siebie uwagę ukochanej osoby, wyglą­dać jak najładniej, najsilniej mężczyzna i okazać się jak najlepszą kobieta. Z miłości człowiek poświęca się, artysta tworzy, poeta pisze wiersze. Dla osoby kochanej człowiek chce zrobić wszystko. Nie toczy na ogół. walk jak jelenie, ale jest zdolny do wielkiego wysiłku, aby ukochanej usłużyć, sprawić jej przyjemność, wkraść się w jej łaski. Miłość jest napędem wielu ludzkich działań. Ileż bylibyśmy ubożsi, gdyby ludzie nie kochali się i nie czynili tylu pięknych rzeczy właśnie z miłości! Tylko że iw tym problem u człowieka nie ma takich okresów, kiedy sprawy płci byłyby zupełnie obojętne. Chyba że we wczesnym dzieciństwie i w okresie późnej starości. Gdyby człowiek chciał cały czas zajmować się tylko sprawami płci, to zginąłby marnie! Miłość i seks to piękne sprawy i bez nich życie byłoby szare i nudne, ale człowiek nie może koncentro­wać się tylko na tych sprawach. Ponieważ jest wolny od regu­lacji biologicznych, musi sprawy swego zachowania seksualnego podporządkować rozumowi, świadomości. To jest możliwe, i to tylko u człowieka ale też człowiek jest niepowtarzalny, inny niż zwierzęta. Popęd seksualny człowieka jest znacznie bardziej złożony i bardziej skomplikowany niż u zwierząt. Człowiek jest też „zwie­rzęciem" żyjącym w dużych grupach, które nazywamy spo­łeczeństwem. Głęboko też sięgają zależności człowieka od otoczenia, od innych ludzi. Człowiek podlega nie tylko impulsom biologicznym, tak jak zwierzęta np. w okresie rui, ale także kształ­towany jest przez warunki, w jakich się rozwija, przebywa i ży­je. Kształtują go również inni ludzie i to się nazywa wychowa­niem. Zwierzęta kierują się w swoim zachowaniu tylko popędem. Ich zachowanie jest zresztą najczęściej zupełnie prawidłowe z pun­ktu widzenia celowości nie można im nic zarzucić. I tak na przykład wiele zwierząt odnosi się bardzo „kurtuazyjnie" w sto­sunku do samic, szczególnie w okresie wychowywania potomstwa. W zakresie doboru partnerów na ogół postępowanie zwierząt można uznać za optymalne. Walki samców o względy samic odby­wają się wedle ścisłych reguł i nie można dopatrzyć się w tym cienia bezmyślnego i niepotrzebnego okrucieństwa. Obserwacje zachowań zwierząt są pasjonujące. Czy wiecie na przykład, jak walczą w okresie rui byki żujpra? Otóż staczają walkę coś w rodzaju pojedynku. Dwa walczące żubry stają na dwu przeciwległych krańcach polany pochylają łby i obydwa na raz ruszają galopem w swoim kierunku. Łby mają pochylone i z całej siły, wspartej przecież rozpędzoną masą, uderzają. Uderzenie jest tak potężne, że oba tracą przytomność i chwilę leżą „bez czucia". Pierwszy, który odzyska świadomość, podnosi się i co? Korzysta ze stanu zamroczenia nieprzyjaciela? Ata­kuje leżącego i łatwo rozstrzyga pojedynek? Nic z tych rzeczy! On powoli, majestatycznie wraca na swoje miejsce na skraju polany i czeka. Czeka aż przeciwnik dojdzie do siebie przyjmie postawę i zaczynają kolejną rundę. Ileż rycerskości jest w ich walce. Jak bardzo chciałoby się powiedzieć są one szlachetne i uczciwe! U zwierząt można zaobserwować wiele takich pięknych przykła­dów zachowań rzec by można celowych, „szlachetnych", głę­boko zakorzenionych. Te wzory zachowań zostały jednak przez setki pokoleń tak ściśle wbudowane w ich strukturę, że właściwie nie jest to już ich zasługą, a wynikiem ewolucji, która w ciągu tysięcy czy milionów lat, drogą selekcji, wytworzyła takie właś­nie wzorce zachowań automatyczne i celowe. Człowieka żadne odziedziczone mechanizmy nie zwalniają od obowiązku myślenia, dokonywania wyboru. Człowiek jest ponad­to wyposażony w mechanizm regulujący w zestaw norm moralnych, obyczajowych i prawnych, które społeczeństwo stara się mu narzucić, wpoić w trakcie wychowania. Skutki tego wychowania bywają różne raz lepsze, raz gorsze, gdyż człowiek ma jednak zawsze możliwość dokonywania wyborów. I z tych wyborów korzysta. Albo przyjmuje normy, które narzuca mu społe­czeństwo, albo nie. Życie seksualne ludzi, gdyby nie było regulowane obyczajowo i prawnie, byłoby nie do zniesienia. Panowałby wielki chaos, wal­ka, byłoby wprost piekło na ziemi. Zachowanie seksualne czło­wieka musi być kontrolowane przede wszystkim dla dobra jednostek słabszych, a więc kobiet i dzieci, a także w imię dobra całego gatunku. I tym nakazom człowiek musi się podporządkować. Tylko powin­na to być jego świadoma decyzja, świadomy wybór. Oczywiście człowiek musi dokonywać takich wyborów, aby także zaspokajać swój popęd seksualny. Ma do tego prawo! Jest to sprawa jego szczęścia, a także i jego zdrowia psychicznego. Tam, gdzie istnieje wyraźny konflikt między popędem a oby­czajowością, może człowiek popaść w nerwicę, a na pewno nie czuje się szczęśliwy. Nie jest szczęśliwy także ten, kto chce zaspo­kajać swój popęd w sposób nie akceptowany przez społeczeństwo, gdyż konsekwencją takiego postępowania jest poczucie winy, świadomość zagrożenia; człowiek się wstydzi swego zachowania, gardzi sam sobą. Sytuacja, która się wytwarza, staje się dla niego po pewnym czasie nie do wytrzymania. Przykład: Onanizm o którym pisałem w zakładce II, str. 9 był kiedyś potępiany, a nawet uznany za grzeszny. Chłopców, którzy się onanizowali, straszono dramatycznymi skutkami które, jak już wiecie, okazały się nieprawdziwe, zawstydzano, a nawet zdarzali się lekarze, którzy usiłowali ich „leczyć". Ale przecież chłopcy w wieku dojrzewania podlegają silnemu popę­dowi płciowemu. I tak było zawsze i będzie nadal. Mają z tymi sprawami wiele kłopotów, są często podnieceni, napięci seksual­nie. Trudno im opanować się. Dlatego mimo strachu, mimo poczu­cia wstydu itp. wielu z nich onanizowało się. Żyli w ustawicznym wewnętrznym konflikcie, często bardzo nie chcieli tego robić, ale nie potrafili, nie mogli się opanować. Po każdym akcie, za każdym razem, przeżywali depresję, pogardzali sobą, obiecywali sobie, że już nigdy nie ulegną itp. Ale kiedy napięcie seksualne narastało, ulegali. I znów przeżywali to samo. Oczywiście, dla niektórych chłopców była to okazja do walki z samym sobą i do wyrabiania sobie silnej woli. To dziś nie jest modne, mówi się o tym rzadko, ale kiedyś było inaczej. Chłopcy w okresie dojrzewania bardzo chcieli być silni nie tylko fizycznie; chcieli także umieć panować nad sobą. Nawet nad swoimi instynktami, zresztą dorośli ich do tego zachęcali. Nie zawsze było to łatwe, ale przecież tylko trudne zwycięstwo daje zadowolenie i może być źródłem dumy. Tak więc byli tacy, którzy potrafili się opanować i albo nie onanizowali się wcale, albo bardzo rzadko świadomie się ogra­niczając. I ci byli dumni z siebie, a ja sądzę, że mieli z czego! Byli i inni, tacy, którzy albo mieli zbyt silny popęd, albo zbyt słabą wolę i w walce tej ponosili same klęski. I ci znów dzie­lili się na dwie grupy: jedni ponosili klęskę w walce ze swym popędem, ale się tym nie przejmowali. Ot, dochodzili do wniosku, że jest to dla nich za trudne i ulegali. Odrzucali przy tym jakieś wyrzuty sumienia, nie popadali w kompleksy, nie przejmo­wali się tym. Onanizowali się, mieli z tego przyjemność, odprę­żali się, rozładowywali swe napięcie i było im dobrze. Druga grupa to ci, którzy właśnie jak wspomniałem wyżej przeżywali swe klęski bardzo boleśnie, którzy popadali niekiedy w czarną rozpacz, a bywało szczęśliwie wyjątkowo rzadko!, że podejmowali nawet próby samobójcze. To już zupełnie bez sensu. Taki konflikt popędu i norm obyczajowych niczego nie buduje, a tylko niszczy. Obiektywnie zresztą oceniając bez powodu i bez sensu. Może ten właśnie przykład wzięty z życia waszych rówieś­ników lub chłopców tylko niewiele od was starszych przekona was, że sprawa kompromisu między popędem czyli tym, co bio­logicznie uwarunkowane a wymaganiami i nakazami, jakie sta­wia społeczeństwo, nie jest prosta. I tu jest miejsce na działanie rozumu. Pomyślcie! Przecież jest jakiś powód, dla którego czło­wiek nazywa się homo sapiens! Trzeba w tych sprawach kierować się zdrowym rozsądkiem. Oczywiście, aby podejmować słuszne decyzje, trzeba mieć po temu jak to się mówi przesłanki. To znaczy, trzeba wiele wiedzieć także o popędzie seksualnym, o biologii człowieka, o prawach natury. I dlatego już teraz, na tym etapie rozwoju, musicie na ten temat wiele wiedzieć. W przeciw­nym razie, błądząc po omacku, możecie nabić sobie niejednego zdrowego guza. I to byłoby bez sensu. A tak na marginesie: po to przecież napisałem tę książkę, abyście mniej popełniali błędów, a to, że ją czytacie, to chyba dowód, że jesteście na dobrej drodze. Jeżeli zrozumiecie wiele spraw, być może łatwiej unikniecie błędów! Tyle o naturze popędu płciowego. Teraz już będziemy zajmowali się przejawami tego popędu u człowieka. Jak on się rozwija, jak się przejawia, jakie są jego uwarunkowania, jakie są różnice między dziewczętami kobietami i chłopcami mężczyznami. Nie będziemy już mówić o popędzie, a raczej o zachowaniu seksualnym, bo wiecie przecież, że popęd jest tylko jednym z dwóch motorów zachowania. Drugim jest wychowanie i obycza­jowość. Nie można oddzielać tych dwu spraw, a często jest to wprost niemożliwe. Warto odwiedzić też strony: reklama w google | projektowanie stron | producent pościeli do łóżeczka | tanie meble pokojowe | pampers new baby | sklep online dla dzieci