Jak chłopcy zmieniają się w okresie dojrzewania

Ciekawość szerokiego świata

Moja znajoma musiała oddać dziecko do żłobka. Nie był to niemowlak i codziennie matce urządzał dzikie awantury, że do żłobka iść nie chce. Biedna matka musiała siłą dziecko ubierać i nieść do żłobka, w którym zresztą stale płakało. Małemu dziecku najlepiej jest w domu. Dotyczy to nie tylko przedszkolaków. Także i dzieci w wieku szkolnym przeważnie najlepiej czują się w domu i niechętnie z niego wychodzą. Tak jest do okresu dojrzewania. W okresie dojrzewania dziecko chce przebywać coraz więcej poza domem, a terenem jego pene­tracji staje się kolejno coraz dalsza okolica. Chęć poznawania świata niekiedy jest przyczyną podejmowania dalekich, choć rzadko udanych, wypraw. I wtedy przez radio nadawany jest ko­munikat: ,,W dniu. wyszedł z domu i dotychczas nie powrócił." Milicja ma wiele do roboty z tymi podróżnikami. Zwykle wędru­ją do Gdańska, aby tam się zaokrętować i wyruszyć w świat. Te podróże kończą się z reguły powrotem do rodzinnego domu w towarzystwie milicjanta. Co właściwie jest powodem tych ucie­czek? Młody człowiek jest ciekawy świata. Najczęściej ciekawość tę zaspokaja w zupełności lektura przygodowo-awanturnicza oraz zabawy w pobliżu domu. Ale niekiedy okazuje się to zbyt słabym przeżyciem i w pogoni za przygodą młody człowiek usiłuje dotrzeć aż do krajów zamorskich. Tego rodzaju wędrówki występują epidemicznie na wiosnę. Zrozumiałe pogoda bardziej im sprzyja. Chęć poznania świata nie jest sama w sobie zła. To naturalne dążenie. Tylko że takie ucieczki są nielojalnością w stosunku do rodziny. Zanim syn marnotrawny powróci na łono rodziny, ile rodzice namartwią się. Inaczej robią chłopcy mniej może romantyczni, ale bardziej rozsądni. Gdy nabierają chęci do wędrowania, do przygód, do pod­róży, zapisują się do harcerstwa lub do PTTK. I wędrują. Nie do Meksyku czy Brazylii, jak Fiedler, ale do Kampinosu czy innych pobliskich lasów. Zapewniam was, że każda okolica w promieniu 1520 kilometrów może dostarczyć wielu silnych przeżyć. Można biwakować, poznać las w nocy i za dnia, można gotować, piec kurczaki na rożnie, bawić się w podchody. To nie zabawa dla małych dzieci wcale niełatwo jest podejść przeciwnika w obozie no­cą. Spróbujcie! A kolarstwo? A kajakarstwo i żeglarstwo? W Polsce mamy te­reny tak urozmaicone pod względem turystycznym, że jest tego zwiedzania na wiele dziesiątków lat. Byłem w wielu krajach Euro­py i Azji. Z każdej podróży powracam coraz bardziej zakochany w naszej Ojczystej Ziemi widzę, że pod względem krajoznaw­czym, turystycznym naprawdę przewyższa wiele krajów. Obcy płacą pieniądze, by móc spędzić urlop na mazurskich jeziorach. Ileż tam dzikich zakątków! A góry? Tatry to przecież nie tylko Giewont i Krupówki! A Bieszczady, w których nie ma kowbojów, ale są przepiękne połoniny, jest pustka i prymityw, wymagający dużej zaradności, no i siły fizycznej. Pamiętam sprzed kilku lat pewne zdarzenie. Był w zespole chłopców, z którymi współpracowałem Julek. Miał ojca pracu­jącego na eksponowanym stanowisku, człowieka o zszarganych nerwach. Julek nie należał do łatwych chłopców. Uczył się źle. Twierdził, iż program szkolny jest dla niego zbyt łatwy i nie­ciekawy. Rzeczywiście, miał rozległe zainteresowania, wybiega­jące może ponad jego wiek, ale siedział po dwa lata prawie w każdej klasie. W tej sytuacji często dochodziło między nim a ojcem do zatargów i jeden z tych zatargów zakończył się ucieczką Julka z domu. Ojciec, gdy ochłonął z pierwszego gniewu, zadzwonił do milicji, a sam wyruszył na miasto, by po dworcach kolejowych szukać syna. Ja zostałem zaalarmowany przez niego następnego dnia. Prosił, bym sprawdził, czy chłopak nie znalazł azylu u któregoś z kolegów. Sprawdziłem. Nie. Dałem ojcu znać o wyniku moich poszukiwań i wtedy przekonałem się, iż jest już zupełnie wyczer­pany nerwowo. Obawiałem się, aby ze zmartwienia nie dostał za­wału serca. Wtedy wraz z chłopcami przeprowadziliśmy skrupulatny wywiad i wydało nam się prawdopodobne, że Julek przebywa pod Warszawą u kolegi spoza naszej paczki. Wyjechałem tam, odszukałem domek owego chłopca. Wyszedł przed dom, gdy tam zajechałem. Nic nie pytając, poprosiłem, aby zawołał Julka. Z pew­nym wahaniem zawrócił do domu i po chwili pojawił się Julek. Był brudny, zmęczony i przedstawiał sobą tak zwany ,,obraz nę­dzy i rozpaczy". Bez oporu zgodził się na powrót do domu i za kilkanaście minut znaleźliśmy się pod jego domem. Zapytałem, co zamierzał. Nie miał sprecyzowanych planów. Zapytałem, czy nie brał pod uwagę tego, że ojciec mógł dostać zawału serca. Pyta­nie to wyraźnie zaskoczyło go. Całą tę imprezę opisuję, bo wydaje mi się, że sytuacja była typowa. Tak niesławnie kończy się prawie każda próba „usamo­dzielnienia się" przed czasem. To dobrze, gdy młody człowiek nie chce być ciężarem dla rodziny. Czasy jednak zmieniły się na tyle, że kariera chłopca okrętowego ani nie jest łatwa, ani nie prowadzi do kariery wielkiego podróżnika. Co Julkowi dała ucieczka w „wielki świat"? Trochę poniewierki i ośmieszenie w oczach rówieśników. Ta chęć poznania świata, to, że czujecie jakby wam było za ciasno w domu, wiąże się także ze sposobem spędzania wolnego czasu. Kiedyś dziecko najchętniej siedziało w domu. Lato spędzało zaw­sze z rodzicami i nie musiała to być wcale wycieczka samo­chodem do Bułgarii. Po prostu chciało się być w domu, z rodzi­cami. Teraz to się zmieniło. W domu jest jakby ciasno i nudnawo. Niewiele się tu dzieje, wszystko jest właściwie znane i już nie­ciekawe. Dużo ciekawiej spędza się czas z kolegami, a nawet na przysłowiowym śmietniku czy trzepaku. Tam się stale o czymś gada, tam się coś dzieje. Chłopcy w tym czasie kochają grę w piłkę. Ale przecież gra w piłkę to nie tylko kopanie, to także działanie w zespole, w którym obowiązuje przyjaźń, lojalność, choć i konieczność podporządkowania się autorytetom. Wszystko to razem sprawia, że układy między rodzicami a dzieckiem stają się trudne konfliktowe, bo teraz przyjaźń z rówieśnikami często jest ważniejsza niż rodzina. Przynajmniej tak się wydaje patrząc na to z boku. Warto odwiedzić też strony: pozycjonowanie | konie na biegunach | Ergonomiczne krzesła biurowe to meble zapewniające większą wygodę. | przedszkole warszawa | assessment center | gry akcji